Gałczyński. Kanarek w klatce
IskryRok wydania: 2026
ISBN: 978-83-244-1220-4
Oprawa: twarda z obwolutą
Ilość stron: 612
Wymiary: 155 x 245
Dostępność: Dostępna za 3-5 dni
63.00 zł
Przeżył niespełna czterdzieści dziewięć lat. Z tego dwa lata spędził w wojsku, kolejne trzy jako urzędnik, cenzor i referent w konsulacie, potem pięć jako jeniec w stalagu. W tym czasie prawie nie pisał.
Według czarnej legendy przez resztę życia pił, miotał się i awanturował. Jednak dorobek, jaki zostawił, imponuje. Blisko tysiąc wierszy i poematów, kilka powieści, „Zielone Gęsi” i „Listy z fiołkiem”, Notatnik z Altengrabow, tłumaczenia. W tym przekład Ody do radości Schillera, dziś hymnu Unii Europejskiej.
Tak, pił, miotał się i awanturował, ale ani tak bardzo, jak pisali ci, którzy mu zazdrościli, ani tak długo, by przepić talent.
Próbowano zamknąć go w klatce. Na zjeździe Związku Literatów Polskich w 1950 roku zażądano, żeby oczyścił swoje wiersze z burżuazyjnych pięknostek. Bo tylko poezja klarownych idei trafi do ludu.
„Słuszniej byłoby, gdyby Gałczyński ukręcił łeb temu «rozwydrzonemu kanarkowi», który zagnieździł się w jego wierszach” – padło z trybuny.
– Kanarkowi można łeb ukręcić, ale wtedy wszyscy zobaczą klatkę. Co zrobić z klatką, koledzy? – zapytał Gałczyński.
Pogrzeb miał skromny. Owszem, na Powązkach, ale w bocznej alejce. Trumnę, zamiast w Pałacu Prymasowskim, wystawiono w ceglanej budzie na końcu cmentarza.
– Czego wy chcecie? – zapytał Stefan Kisielewski. – Przecież to był wielki poeta, więc go musieli chować po cichu, żeby nie drażnić małych.
Według czarnej legendy przez resztę życia pił, miotał się i awanturował. Jednak dorobek, jaki zostawił, imponuje. Blisko tysiąc wierszy i poematów, kilka powieści, „Zielone Gęsi” i „Listy z fiołkiem”, Notatnik z Altengrabow, tłumaczenia. W tym przekład Ody do radości Schillera, dziś hymnu Unii Europejskiej.
Tak, pił, miotał się i awanturował, ale ani tak bardzo, jak pisali ci, którzy mu zazdrościli, ani tak długo, by przepić talent.
Próbowano zamknąć go w klatce. Na zjeździe Związku Literatów Polskich w 1950 roku zażądano, żeby oczyścił swoje wiersze z burżuazyjnych pięknostek. Bo tylko poezja klarownych idei trafi do ludu.
„Słuszniej byłoby, gdyby Gałczyński ukręcił łeb temu «rozwydrzonemu kanarkowi», który zagnieździł się w jego wierszach” – padło z trybuny.
– Kanarkowi można łeb ukręcić, ale wtedy wszyscy zobaczą klatkę. Co zrobić z klatką, koledzy? – zapytał Gałczyński.
Pogrzeb miał skromny. Owszem, na Powązkach, ale w bocznej alejce. Trumnę, zamiast w Pałacu Prymasowskim, wystawiono w ceglanej budzie na końcu cmentarza.
– Czego wy chcecie? – zapytał Stefan Kisielewski. – Przecież to był wielki poeta, więc go musieli chować po cichu, żeby nie drażnić małych.
Klienci, którzy oglądali tą książkę oglądali także:
• Krwawo zdobyty dom. Powrót Dolnego Śląska do Polski
• Jak myśli świat?
• Pożegnanie z Polską Ludową
• Zwycięstwa i porażki. Chiny w czasach Czang Kaj-szeka 1887-1975
• Garnizon Rzeszowski
• Apple w Chinach
• Henryk VIII. Serce i korona
• 568 Niemieckie lotnictwo morskie 1939-1945
• Kurier z Warszawy
• Auxilia
• Jak myśli świat?
• Pożegnanie z Polską Ludową
• Zwycięstwa i porażki. Chiny w czasach Czang Kaj-szeka 1887-1975
• Garnizon Rzeszowski
• Apple w Chinach
• Henryk VIII. Serce i korona
• 568 Niemieckie lotnictwo morskie 1939-1945
• Kurier z Warszawy
• Auxilia
Recenzje
| Brak recenzji tej pozycji |












powrót